INSTAGRAM

Instagram

11/30/2015

Coś się kończy, by coś zacząć się mogło. #1

    Hej! Te dobre kilka miesięcy wakacji już mam prawie za sobą. Szybko minęło 5 miesięcy odkąd skończyłam LO. Wiele się wydarzyło. Szczerze mówiąc nigdy nie spodziewałabym się takiego obrotu spraw. Gdzieś w środku wiedziałam, że ten rok będzie w pewnym sensie inny, ale tak pozytywnie. W końcu studniówka, matura, długie, a nawet bardzo długie wakacje (najdłuższe w życiu) podczas których wydarzyły się same miłe rzeczy i ta jedna najważniejsza, i wreszcie studia.         Zawsze chciałam wyrwać się z tego miejsca gdzie jestem, gdzieś dalej. W głowie miałam wiele pomysłów, ale najbardziej marzyła mi się stolica. Nie jest cudem architektonicznym, ale ma coś w sobie (według mnie) przyciągającego. Jednak chęć pozostania blisko rodziny, przyjaciół wygrała, a Kraków... Najpiękniejsze miasto, które chce lepiej poznać, nie tylko sukiennice i zamek. Co więcej jeśli chcę nadal rozwijać się artystycznie stolica potrzebna mi nie jest. Nie robię błyskotliwej kariery. Na razie. Grunt to pozytywne nastawienie, od którego zależy naprawdę wiele, jak nie wszystko. Trzeba w siebie wierzyć i KONIEC.

    Wracając. Te ostatnie kilka miesięcy były naprawdę udane. Troszkę się zadziało :D
Jestem już w Krakowie, więc gdyby ktoś zauważył lekko zagubioną dziewczynę to na pewno ja. A tak szczerze, jakoś sobie radzę, w końcu mam najlepszego przewodnika na świecie.

    Legitymacja studencka jest tragiczna. Głownie chodzi mi o zdjęcie, jak z więzienia. Cały okres studiów można by przez to nazwać odsiadką. W głębi serca liczę, że studia nie będą takie złe. Moja ambicja jak zawsze jest lekko niezdrowa. Zakładam, że po pierwszym tygodniu lub po pierwszym kolokwium zmienię zdanie i będę liczyć tylko na zaliczenie.
    Już pierwszego dnia na UPJP2 miałam lektorat z mego ulubionego języka, czyli niemieckiego. Tak go wielbię, że aż wybrałam sobie rozszerzenie. Oczywiście wszystko to sarkazm. xD Język niemiecki ma swoje plusy; taki ciężki nie jest. Muszę zacząć przypominać go sobie.

   Jak na razie czuję się jak na takiej kilkudniowej wycieczce, która teraz będzie trwać troszkę dłużej, bo przy dobrych prognozach 5 lat lub nawet 7 lat (plus studia podyplomowe). Z czasem to się zmieni, muszę się tylko przyzwyczaić. Póki co można powiedzieć, że wszystko jest takie nowe. Oczywiście zapomniałam kilka rzeczy do mieszkania, a miałam przygotowane. Takie rzeczy mogę tylko ja. Znowu z lekka dramatyzuję. Dużo jest osób takich jak ja. Czasem zbyt pewnych siebie, a jednocześnie też to idzie w drugą stronę. Po prostu zależy to nie tyle co od dnia, ale i też od szeregu wielu innych rzeczy, sytuacji. Naprawdę, od wielu... Sądzę, że te rozważania może zostawię na kolejny post jeśli tylko uda mi się zebrać to wszystko jakoś w jedną całość na tyle, by to jakoś tam spisać.

 Instagram: dusia_b

Jeszcze tak było w październiku... A teraz? Hmm...To już w kolejnym poście. :D